Grecja - dzień 9
-
DST
117.56km
-
Czas
05:38
-
VAVG
20.87km/h
-
VMAX
72.50km/h
-
Temperatura
45.0°C
-
Sprzęt Merida TFS 100 V
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstaliśmy o 6 i ruszyliśmy na ostateczne zdobycie stolicy Grecji - Aten. Na dobry początek zaczęły się podjazdo-zjazdy, jechało się jednak przyjemnie. Z głównej drogi odbiliśmy na starą drogę, ruch troszkę zmalał. Jednak około godziny 11 nastąpiła, że tak powiem oczekiwana chwila - urwał mi się hak od przerzutki wyrywając za sobą wózek od przerzutki i łamiąc na pół kółko. Stało się na to podczas zmiany przerzutki, gdy nad moją głową przelatywały, całkiem nisko, F16 - zagłuszyły moment wplątywania się przerzutki w łańcuch i trach, poszło na środku ulicy. Nauczony jednak moim pechem do takich awarii zabrałem z domu dwie część zapasowe - hak oraz kółeczka od przerzutki. Reszta ekipy ruszyła dalej, ja natomiast z Kubą zabrałem się za wymianę haka. Zrobiliśmy to w miarę sprawnie, awaria została usunięta w mniej niż godzinę. Pojechaliśmy we dwójkę kierując się na Ateny. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o super market, gdzie próbowałem kupić zagęszczacz owocowy do wody, ale było tylko " half juice half water" więc nie wziąłem. Pojechaliśmy dalej, w sporym upale, gdzie czekał na nas około 10 km podjazd pod zacną górkę. W tym momencie na horyzoncie zobaczyliśmy jednak Czesia w naszym Fordzie, który wyjechał po nas, bo mieliśmy trochę opóźnienia co do reszty ekipy. No i takim sposobem mieliśmy pod te 10 km podjazdu średnią około 45 km/h - Kuba złapał się drzwi w aucie, a ja stelażu przyczepki ;) W wyniku tego mieliśmy potem 5 minut spóźnienia do reszty ekipy:P
Na samej górze zjedliśmy obiad, poczym pojechaliśmy dalej, w stronę Aten, które były coraz bliżej. Przed Atenami czekały jeszcze na nas dwa podjazdy, które już całkiem wyciągnęły z nas resztki sił. Na jednym było z dobre 45 C, na drugim tiry parę razy nas do rowów spychały, bo było tak ciasno. Po tych morderczych podjazdach przyszła pora na zjazd do Mandry, miasteczka leżącego przy samych Atenach.
I w tym miejscu, jak dla mnie, zaczął się najbardziej morderczy i wyczerpujący moment wyprawy. Po 100 km po górach i w upale przyszła pora na odnalezienie drogi do Aten. Niestety jedyna droga prowadziła totalnie zapchaną autostradą, która w połączeniu z niewyobrażalnym upałem wyssała z nas resztki sił. Około 15 kilometrów tą trasą zmęczyło nas bardziej niż wszystkie km, które mieliśmy już za sobą.
Lejący się z nieba żar, zero chmur, parzący asfalt, nagrzane budynki, duszące spaliny - byliśmy całkowicie wyczerpani, a nadal nie wiedzieliśmy gdzie jest nasz hotel. Gdy w końcu dostaliśmy się naszej dzielnicy, po około 30 minutach poszukiwań udało się znaleźć nasze miejsce postoju - hotel Pergamos. Tutaj po kąpieli i jedzeniu dopadam internet, który dla gości hotelowych jest za darmo. Na komputerze siedzimy chyba do 24, poczym, po ciekawym dialogu ( a może monologu ?) Czesia z Moniką, idziemy spać.
Dziś mało zdjeć, bo gorąc spowodował, że mój aparat przestał działać, zresztą nie było nawet sił, żeby wyciągać sprzęt z sakw:
Poranek przy drodze, 4 godzina czasu polskiego, ciężkie wstawanie :) :
Rach ciach i nie ma namiotu:
Cykadka:
Jeden z wieeeelu podjazdów w upale:
Co w tym zdjęciu nie pasuje ? ;):
Reportaż jak nic :
Bez komentarza:D :
Wspólne zdjęcie z rowerzystą z Francji, jednym z niewielu spotkanych na trasie:
Mandra przed Atenami:
Wjazd do Aten:
Dzień następny
Dzień poprzedni
Kategoria 100-200 km, Grecja 2009
komentarze
zazdroszcze wyprawy
prosze mi przywieźć troszkę takiego klimatu do PL ;)